```html MORDERSTWO ROGERA ACKROYDA - SŁUŻĄCA DWORSKA Astounding Stories of Super-Science Październik 2022, autorstwa Astounding Stories, jest częścią serii blogów HackerNoon o książkach. Możesz przejść do dowolnego rozdziału tej książki . tutaj Astounding Stories of Super-Science Październik 2022: MORDERSTWO ROGERA ACKROYDA - SŁUŻĄCA DWORSKA Autor: Agatha Christie Znaleźliśmy panią Ackroyd w holu. Z nią był mały, wysuszony mężczyzna z agresywnym podbródkiem i ostrymi szarymi oczami, a na jego twarzy widniało napisane "prawnik". „Pan Hammond zostaje na obiad z nami” – powiedziała pani Ackroyd. „Znasz majora Blunta, panie Hammond? I drogiego doktora Shepparda – również bliskiego przyjaciela biednego Rogera. I, pozwól, że zobaczę——” Zawahała się, patrząc z pewnym zakłopotaniem na Herkulesa Poirota. „To jest M. Poirot, matko” – powiedziała Flora. „Mówiłam ci o nim dziś rano.” „O! tak” – powiedziała pani Ackroyd niejasno. „Oczywiście, moja droga, oczywiście. On ma znaleźć Ralpha, prawda?” „On ma dowiedzieć się, kto zabił wujka” – powiedziała Flora. „O! moja droga” – krzyknęła jej matka. „Proszę! Moje biedne nerwy. Jestem rano wrakiem, absolutnym wrakiem. Taka straszna rzecz się stała. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to musiał być jakiś wypadek. Roger tak lubił bawić się dziwnymi bibelotami. Musiała mu się wymknąć ręka, albo coś w tym stylu.” Ta teoria została przyjęta w uprzejmej ciszy. Widziałem, jak Poirot podchodzi do prawnika i mówi mu poufnie do ucha. Przeszli na bok, w zagłębienie okna. Dołączyłem do nich – potem zawahałem się. „Może przeszkadzam?” – powiedziałem. „Wcale nie” – krzyknął Poirot z entuzjazmem. „Pan i ja, M. le docteur, badamy tę sprawę ramię w ramię. Bez pana byłbym zagubiony. Pragnę uzyskać kilka informacji od dobrego pana Hammonda.” „Działasz w imieniu kapitana Ralpha Patona, o ile rozumiem” – powiedział ostrożnie prawnik. Poirot potrząsnął głową. „Nie tak. Działam w interesie sprawiedliwości. Panna Ackroyd poprosiła mnie o zbadanie śmierci jej wujka.” Pan Hammond wydawał się lekko zaskoczony. „Nie mogę poważnie uwierzyć, że kapitan Paton mógł być zamieszany w to przestępstwo” – powiedział, „bez względu na to, jak silne mogą być dowody poszlakowe przeciwko niemu. Sam fakt, że był w trudnej sytuacji finansowej——” „Czy był w trudnej sytuacji finansowej?” – szybko wtrącił Poirot. Prawnik wzruszył ramionami. „To był przewlekły stan Ralpha Patona” – powiedział sucho. „Pieniądze przepływały przez jego ręce jak woda. Zawsze prosił swojego ojczyma.” „Czy robił tak ostatnio? Na przykład w ciągu ostatniego roku?” „Nie mogę powiedzieć. Pan Ackroyd nie wspomniał mi o tym.” „Rozumiem. Panie Hammond, zakładam, że jest pan zaznajomiony z postanowieniami testamentu pana Ackroyda?” „Oczywiście. To moje główne dzisiejsze zajęcie.” „W takim razie, skoro działam dla panny Ackroyd, nie będzie pan miał nic przeciwko temu, by powiedzieć mi warunki tego testamentu?” „Są całkowicie proste. Pozbawione prawniczego żargonu, a po zapłaceniu pewnych spadków i zapisów——” „Takich jak——?” – przerwał Poirot. Pan Hammond wydawał się trochę zaskoczony. „Tysiąc funtów dla jego gospodyni, panny Russell; pięćdziesiąt funtów dla kucharki, Emmy Cooper; pięćset funtów dla jego sekretarza, pana Geoffreya Raymonda. Potem dla różnych szpitali——” Poirot uniósł rękę. „Ach! zapisy charytatywne, one mnie nie interesują.” „Dokładnie tak. Dochód z akcji o wartości dziesięciu tysięcy funtów ma być wypłacany pani Cecil Ackroyd do końca jej życia. Panna Flora Ackroyd dziedziczy dwadzieścia tysięcy funtów gotówką. Reszta – w tym ta posiadłość i udziały w Ackroyd and Son – jego adoptowanemu synowi, Ralphowi Patonowi.” „Czy pan Ackroyd posiadał duży majątek?” „Bardzo duży majątek. Kapitan Paton będzie niezwykle bogatym młodym człowiekiem.” Zapadała cisza. Poirot i prawnik spojrzeli na siebie. „Panie Hammond” – dobiegł żałosny głos pani Ackroyd zza kominka. Prawnik odpowiedział na wezwanie. Poirot chwycił mnie za ramię i pociągnął mnie do okna. „Spójrz na irysy” – zauważył dość głośno. „Wspaniałe, prawda? Prosty i przyjemny efekt.” Jednocześnie poczułem nacisk jego dłoni na moim ramieniu i dodał cichym tonem:— „Czy naprawdę chcesz mi pomóc? Brać udział w tym dochodzeniu?” „Tak, naprawdę” – powiedziałem z entuzjazmem. „Nie wiesz, jak nudne i stare życie prowadzę. Nigdy nic niezwykłego.” „Dobrze, będziemy więc kolegami. Za minutę lub dwie sądzę, że major Blunt do nas dołączy. Nie jest szczęśliwy z dobrą mamą. Teraz są rzeczy, o których chcę wiedzieć – ale nie chcę, żeby wyglądało na to, że chcę je wiedzieć. Rozumiesz? Więc to twoja rola będzie zadawanie pytań.” „Jakie pytania mam zadać?” – zapytałem z obawą. „Chcę, żebyś wprowadził nazwisko pani Ferrars.” „Tak?” „Mów o niej naturalnie. Zapytaj go, czy był tutaj, kiedy zmarł jej mąż. Rozumiesz, o co chodzi. A kiedy będzie odpowiadał, obserwuj jego twarz, nie wydając się jej obserwować. ” C’est compris? Nie było czasu na więcej, bo w tej chwili, jak przepowiedział Poirot, Blunt w swoim charakterystycznym, nagłym stylu opuścił resztę i podszedł do nas. Zaproponowałem spacer po tarasie, a on się zgodził. Poirot został z tyłu. Zatrzymałem się, żeby przyjrzeć się późnej róży. „Jakże rzeczy się zmieniają w ciągu dnia lub dwóch” – zauważyłem. „Byłem tu ostatnią środę, pamiętam, spacerując po tym samym tarasie. Ackroyd był ze mną – pełen ducha. A teraz – trzy dni później – Ackroyd nie żyje, biedny facet, pani Ferrars nie żyje – znałeś ją, prawda? Ale oczywiście, że tak.” Blunt skinął głową. „Widziałeś ją od czasu, gdy tu przyjechałeś?” „Poszedłem z Ackroydem z wizytą. Chyba ostatni wtorek. Fascynująca kobieta – ale coś dziwnego w niej było. Głęboka – nigdy nie wiedziałbyś, co knuje.” Spojrzałem mu w spokojne szare oczy. Nic tam, z pewnością. Kontynuowałem:— „Przypuszczam, że spotkałeś ją wcześniej.” „Ostatnim razem, gdy tu byłem – ona i jej mąż właśnie tu przyjechali mieszkać.” Zatrzymał się na chwilę, a potem dodał: „Dziwne, że zmieniła się tak bardzo między wtedy a teraz.” „Jak – zmieniła?” – zapytałem. „Wyglądała na dziesięć lat starszą.” „Czy byłeś tu, kiedy zmarł jej mąż?” – zapytałem, starając się, aby pytanie brzmiało jak najbardziej swobodnie. „Nie. Z tego, co słyszałem, to byłoby dobre pożegnanie. Nielitościwe, być może, ale prawda.” Zgodziłem się. „Ashley Ferrars nie był bynajmniej wzorowym mężem” – powiedziałem ostrożnie. „Łobuz, myślałem” – powiedział Blunt. „Nie” – powiedziałem, „tylko człowiek z większą ilością pieniędzy, niż było dla niego dobre.” „O! pieniądze! Wszystkie kłopoty świata można zrzucić na pieniądze – albo ich brak.” „Które były twoim szczególnym problemem?” – zapytałem. „Mam wystarczająco na to, czego chcę. Jestem jednym ze szczęściarzy.” „Rzeczywiście.” „Właściwie nie jestem teraz zbyt zamożny. Odziedziczyłem spadek rok temu i jak głupiec pozwoliłem sobie dać się przekonać do zainwestowania w jakiś dziki interes.” Współczułem mu i opowiedziałem o moim podobnym problemie. Wtedy zadzwonił gong i wszyscy weszliśmy na obiad. Poirot cofnął mnie trochę. „ ” Eh! bien? „Jest w porządku” – powiedziałem. „Jestem tego pewien.” „Nic – niepokojącego?” „Miał spadek rok temu” – powiedziałem. „Ale dlaczego nie? Dlaczego miałby nie mieć? Przysięgam, że ten człowiek jest całkowicie uczciwy i prawy.” „Bez wątpienia, bez wątpienia” – powiedział Poirot uspokajająco. „Nie denerwuj się.” Mówił, jak do krnąbrnego dziecka. Wszyscy weszliśmy do jadalni. Wydawało się nieprawdopodobne, że minęło mniej niż dwadzieścia cztery godziny od mojego ostatniego posiedzenia przy tym stole. Później pani Ackroyd wzięła mnie na bok i usiadła ze mną na sofie. „Nie mogę nie czuć się trochę urażona” – zamruknęła, wyciągając chusteczkę, która najwyraźniej nie była przeznaczona do płaczu. „Urażona, mam na myśli, brakiem zaufania Rogera do mnie. Te dwadzieścia tysięcy funtów powinno było zostać zapisane mnie – a nie Florze. Matka mogłaby zaufać, że zabezpieczy interesy swojego dziecka. Brak zaufania, tak to nazywam.” „Zapominasz, pani Ackroyd” – powiedziałem, „Flora była siostrzenicą Ackroyda, krewną z krwi. Byłoby inaczej, gdybyś była jego siostrą, a nie jego szwagierką.” „Jako wdowa po biednym Cecilu, myślę, że moje uczucia powinny były być wzięte pod uwagę” – powiedziała dama, delikatnie dotykając rzęs chusteczką. „Ale Roger zawsze był bardzo dziwny – nie mówiąc już o skąpstwie – w sprawach pieniężnych. To była bardzo trudna sytuacja zarówno dla flory, jak i dla mnie. Nie dał nawet biednej dziewczynie kieszonkowego. Płacił jej rachunki, wiesz, a nawet to z dużą niechęcią i pytaniami, po co jej te wszystkie błyskotki – tak jak mężczyzna – ale – teraz zapomniałam, co chciałam powiedzieć! Och, tak, ani grosza, który moglibyśmy nazwać naszym własnym, wiesz. Flora była tym oburzona – tak, muszę powiedzieć, że była tym bardzo oburzona – bardzo mocno. Chociaż oczywiście uwielbiała swojego wujka. Ale każda dziewczyna byłaby tym oburzona. Tak, muszę powiedzieć, że Roger miał bardzo dziwne pomysły na temat pieniędzy. Nie chciał nawet kupować nowych ręczników do twarzy, chociaż powiedziałam mu, że stare są w dziurach. A potem” – kontynuowała pani Ackroyd, z nagłym skokiem, charakterystycznym dla jej rozmowy – „zostawić tyle pieniędzy – tysiąc funtów – wyobraź sobie, tysiąc funtów! – tej kobiecie.” „Jakiej kobiecie?” „Ta Russellka. Coś z nią bardzo dziwnego, i tak zawsze mówiłam. Ale Roger nie słyszał o niej ani słowa. Powiedział, że jest kobietą o wielkiej sile charakteru, i że ją podziwia i szanuje. Zawsze mówił o jej uczciwości, niezależności i wartości moralnej. uważam, że jest w niej coś podejrzanego. Z pewnością robiła, co mogła, żeby poślubić Rogera. Ale ja szybko to powstrzymałam. Ona zawsze mnie nienawidziła. Naturalnie. ją przejrzałam.” Ja Ja Zacząłem się zastanawiać, czy jest jakaś szansa na powstrzymanie elokwencji pani Ackroyd i ucieczkę. Pan Hammond zapewnił niezbędną dywersję, podchodząc, by się pożegnać. Wykorzystałem szansę i też wstałem. „Jeśli chodzi o dochodzenie” – powiedziałem. „Gdzie wolisz, żeby się odbyło. Tutaj, czy w Trzech Dzikach?” Pani Ackroyd spojrzała na mnie z opuszczoną szczęką. „Dochodzenie?” – zapytała, obraz konsternacji. „Ale przecież nie będzie trzeba dochodzenia?” Pan Hammond odchrząknął sucho i zamruczał, „Nieuniknione. W okolicznościach,” w dwóch krótkich szczeknięciach. „Ale przecież doktor Sheppard może załatwić——” „Są granice moich możliwości aranżacji” – powiedziałem sucho. „Jeśli jego śmierć była wypadkiem——” „Został zamordowany, pani Ackroyd” – powiedziałem brutalnie. Wydała cichy okrzyk. „Żadna teoria wypadku nie wytrzyma nawet minuty.” Pani Ackroyd patrzyła na mnie ze strapieniem. Nie miałem cierpliwości dla tego, co uważałem za jej głupią obawę przed nieprzyjemnościami. „Jeśli będzie dochodzenie, ja – ja nie będę musiała odpowiadać na pytania i te wszystkie rzeczy, prawda?” – zapytała. „Nie wiem, co będzie konieczne” – odpowiedziałem. „Wyobrażam sobie, że pan Raymond zdejmie z ciebie ciężar. On zna wszystkie okoliczności i może dać formalne świadectwo identyfikacji.” Prawnik skinął głową z lekkim ukłonem. „Naprawdę nie sądzę, żeby było się czego obawiać, pani Ackroyd” – powiedział. „Zostanie pani oszczędzona wszelkich nieprzyjemności. Teraz, jeśli chodzi o kwestię pieniędzy, czy masz wszystko, czego potrzebujesz na razie? Mam na myśli” – dodał, gdy spojrzała na niego pytająco – „gotówkę. Pieniądze, wiesz. Jeśli nie, mogę zorganizować, żebyś dostała wszystko, czego potrzebujesz.” „To powinno być w porządku” – powiedział Raymond, który stał obok. „Pan Ackroyd zrealizował czek na sto funtów wczoraj.” „Sto funtów?” „Tak. Na pensje i inne wydatki należne dzisiaj. W tej chwili jest jeszcze nienaruszony.” „Gdzie są te pieniądze? W jego biurku?” „Nie, zawsze trzymał gotówkę w swojej sypialni. W starej kasecie na kołnierzyki, precyzyjnie mówiąc. Dziwny pomysł, prawda?” „Myślę” – powiedział prawnik, „że powinniśmy upewnić się, że pieniądze tam są, zanim wyjdę.” „Oczywiście” – zgodził się sekretarz. „Zaniosę cię teraz… Och! Zapomniałem. Drzwi są zamknięte.” Zapytanie Parkera przyniosło informację, że inspektor Raglan przebywa w pokoju gospodyni, zadając kilka dodatkowych pytań. Kilka minut później inspektor dołączył do partii w holu, przynosząc klucz. Otworzył drzwi i przeszliśmy do korytarza i małych schodów. Na szczycie schodów drzwi do sypialni Ackroyda stały otworem. Wewnątrz pokoju było ciemno, zasłony były zasunięte, a łóżko było pościelone, tak jak wczoraj wieczorem. Inspektor rozsunął zasłony, wpuszczając słońce, a Geoffrey Raymond podszedł do górnej szuflady biurka z palisandru. „Trzymał swoje pieniądze w ten sposób, w niezamkniętej szufladzie. Tylko sobie wyobraź” – skomentował inspektor. Sekretarz lekko się zarumienił. „Pan Ackroyd miał doskonałe zaufanie do uczciwości wszystkich służących” – powiedział gorąco. „Och, oczywiście” – powiedział inspektor pospiesznie. Raymond otworzył szufladę, wyjął z tyłu okrągłe skórzane pudełko na kołnierzyki, otworzył je i wyjął gruby portfel. „Oto pieniądze” – powiedział, wyciągając gruby zwitek banknotów. „Wiem, że sto będzie nienaruszone, ponieważ pan Ackroyd włożył je do pudełka na kołnierzyki w mojej obecności wczoraj wieczorem, kiedy przygotowywał się do kolacji, a oczywiście od tego czasu nie było ruszane.” Pan Hammond wziął od niego zwitek i przeliczył go. Spojrzał ostro. „Sto funtów, powiedziałeś. Ale jest tu tylko sześćdziesiąt.” Raymond spojrzał na niego. „Niemożliwe” – krzyknął, podbiegając. Wyrywając banknoty z ręki drugiego, przeliczył je głośno. Pan Hammond miał rację. Całość wynosiła sześćdziesiąt funtów. „Ale – nie mogę tego zrozumieć” – krzyknął sekretarz, zdezorientowany. Poirot zadał pytanie. „Widziałeś, jak pan Ackroyd odkładał te pieniądze wczoraj wieczorem, kiedy przygotowywał się do kolacji? Jesteś pewien, że jeszcze ich nie zapłacił?” „Jestem pewien, że nie. Powiedział nawet: „Nie chcę brać stu funtów na kolację. Zbyt opasłe.”” „W takim razie sprawa jest bardzo prosta” – zauważył Poirot. „Albo zapłacił te czterdzieści funtów wczoraj wieczorem, albo zostały skradzione.” „To jest sedno sprawy” – zgodził się inspektor. Odwrócił się do pani Ackroyd. „Który ze służących wszedłby tu wczoraj wieczorem?” „Przypuszczam, że pokojówka pościeliłaby łóżko.” „Kim ona jest? Co o niej wiesz?” „Nie jest tu długo” – powiedziała pani Ackroyd. „Ale jest miłą, zwyczajną wiejską dziewczyną.” „Myślę, że powinniśmy wyjaśnić tę sprawę” – powiedział inspektor. „Jeśli pan Ackroyd sam zapłacił te pieniądze, może to mieć wpływ na tajemnicę zbrodni. Pozostali służący są w porządku, o ile wiesz?” „Och, myślę, że tak.” „Nie brakuje niczego wcześniej?” „Nie.” „Żaden z nich nie odchodzi, ani nic w tym stylu?” „Służąca dworska odchodzi.” „Kiedy?” „Złożyła wypowiedzenie wczoraj, o ile pamiętam.” „Tobie?” „Och, nie. nie mam nic wspólnego ze służącymi. Panna Russell zajmuje się sprawami domowymi.” Ja Inspektor przez chwilę pozostał pogrążony w myślach. Potem skinął głową i zauważył: „Myślę, że lepiej by było porozmawiać z panną Russell i zobaczę też tę dziewczynę, Dale.” Poirot i ja towarzyszyliśmy mu do pokoju gospodyni. Panna Russell przyjęła nas z jej zwykłym spokojem. Elsie Dale była w Fernly od pięciu miesięcy. Miła dziewczyna, szybka w swoich obowiązkach i bardzo porządna. Dobre referencje. Ostatnia osoba na świecie, która wzięłaby coś, co do niej nie należy. A służąca dworska? „Ona również była bardzo przyzwoitą dziewczyną. Bardzo cicha i elegancka. Doskonała pracownica.” „Dlaczego więc odchodzi?” – zapytał inspektor. Panna Russell zmarszczyła usta. „To nie moja sprawa. Rozumiem, że pan Ackroyd znalazł w niej wadę wczoraj po południu. Jej obowiązkiem było sprzątanie gabinetu, a ja rozrzuciłam niektóre papiery na jego biurku, o ile wiem. Był tym bardzo zdenerwowany, a ona złożyła wypowiedzenie. Przynajmniej tak zrozumiałam od niej, ale może chcielibyście ją zobaczyć sami?” Inspektor zgodził się. Już zauważyłem dziewczynę, kiedy nas obsługiwała przy obiedzie. Wysoka dziewczyna, z mnóstwem brązowych włosów ściśle upiętych z tyłu karku i bardzo spokojnymi szarymi oczami. Weszła na wezwanie gospodyni i stała bardzo prosto, z tymi samymi szarymi oczami wpatrzonymi w nas. „Jesteś Ursulą Bourne?” – zapytał inspektor. „Tak, proszę pana.” „Rozumiem, że odchodzisz?” „Tak, proszę pana.” „Dlaczego?” „Rozrzuciłam papiery na biurku pana Ackroyda. Był bardzo zły z tego powodu, a ja powiedziałam, że lepiej będzie, jeśli odejdę. Kazał mi odejść jak najszybciej.” „Czy byłaś w sypialni pana Ackroyda wczoraj wieczorem? Sprzątając czy coś w tym stylu?” „Nie, proszę pana. To praca Elsie. Nigdy nie zbliżałam się do tej części domu.” „Muszę ci powiedzieć, moja dziewczyno, że z pokoju pana Ackroyda zaginęła duża suma pieniędzy.” Wreszcie zobaczyłem ją poruszoną. Fala rumieńca przeszła po jej twarzy. „Nic nie wiem o żadnych pieniądzach. Jeśli myślisz, że je wzięłam, i że dlatego pan Ackroyd mnie zwolnił, mylisz się.” „Nie oskarżam cię o ich zabranie, moja dziewczyno” – powiedział inspektor. „Nie wybuchaj tak.” Dziewczyna spojrzała na niego chłodno. „Możecie przeszukać moje rzeczy, jeśli chcecie” – powiedziała pogardliwie. „Ale nic nie znajdziecie.” Poirot nagle się wtrącił. „To wczoraj po południu pan Ackroyd cię zwolnił – czy ty zwolniłaś się, prawda?” – zapytał. Dziewczyna skinęła głową. „Jak długo trwało przesłuchanie?” „Przesłuchanie?” „Tak, przesłuchanie między tobą a panem Ackroydem w gabinecie?” „Ja – nie wiem.” „Dwudziestu minut? Pół godziny?” „Coś w tym stylu.” „Nie dłużej?” „Na pewno nie dłużej niż pół godziny.” „Dziękuję, mademoiselle.” Spojrzałem na niego z ciekawością. Układał na nowo kilka przedmiotów na stole, prostując je precyzyjnymi palcami. Jego oczy błyszczały. „To wszystko” – powiedział inspektor. Ursula Bourne zniknęła. Inspektor zwrócił się do panny Russell. „Jak długo tu jest? Czy masz kopię referencji, które od niej dostałaś?” Nie odpowiadając na pierwsze pytanie, panna Russell podeszła do sąsiedniego biurka, otworzyła jedną z szuflad i wyjęła garść listów spiętych opatentowanym zapięciem. Wybrała jeden i podała go inspektorowi. „Hę” – powiedział. „Dobrze wygląda. Pani Richard Folliott, Marby Grange, Marby. Kim jest ta kobieta?” „Całkiem porządni ludzie z hrabstwa” – powiedziała panna Russell. „Cóż” – powiedział inspektor, oddając list – „spójrzmy na drugą, Elsie Dale.” Elsie Dale była dużą, jasnowłosą dziewczyną, z przyjemną, ale lekko głupawą twarzą. Odpowiadała na nasze pytania chętnie i okazywała wiele smutku i troski z powodu utraty pieniędzy. „Myślę, że z nią jest wszystko w porządku” – zauważył inspektor po tym, jak ją zwolnił. „A Parker?” Panna Russell zmarszczyła usta i nie odpowiedziała. „Mam wrażenie, że z tym mężczyzną jest coś nie tak” – kontynuował inspektor zamyślony. „Problem polega na tym, że nie do końca widzę, kiedy miał okazję. Byłby zajęty swoimi obowiązkami natychmiast po kolacji, a przez cały wieczór ma całkiem dobre alibi. Wiem, bo poświęciłem mu szczególną uwagę. Cóż, dziękuję bardzo, pani Russell. Na razie zostawimy rzeczy tak, jak są. Jest wysoce prawdopodobne, że pan Ackroyd sam zapłacił te pieniądze.” Gospodyni sucho pożegnała nas po południu i wyszliśmy. Wyszedłem z domu z Poirot. „Zastanawiam się” – powiedziałem, przerywając ciszę – „co to były za papiery, które dziewczyna rozrzuciła, że Ackroyd tak się o nie wściekał? Zastanawiam się, czy jest tam jakiś trop do zagadki.” „Sekretarz powiedział, że na biurku nie było żadnych szczególnie ważnych papierów” – powiedział Poirot cicho. „Tak, ale——” Zatrzymałem się. „Czy dziwi cię, że Ackroyd wpadł w szał z powodu tak trywialnej sprawy?” „Tak, trochę.” „Ale czy to była trywialna sprawa?” „Oczywiście” – przyznałem, „nie wiemy, czym mogły być te papiery. Ale Raymond z pewnością powiedział——” „Zostawmy na chwilę pana Raymonda. Co myślisz o tej dziewczynie?” „O której dziewczynie? O służącej dworskiej?” „Tak, o służącej dworskiej. Ursuli Bourne.” „Wydawała się miłą dziewczyną” – powiedziałem niepewnie. Poirot powtórzył moje słowa, ale podczas gdy ja położyłem lekki nacisk na czwarte słowo, on położył go na drugim. „ miłą dziewczyną – tak.” Wydawała się Potem, po chwili ciszy, wyjął coś z kieszeni i podał mi. „Widzisz, mój przyjacielu, pokażę ci coś. Spójrz tam.” Papier, który mi podał, został sporządzony przez inspektora i wręczony Poirotowi tego ranka. Idąc za wskazującym palcem, zobaczyłem mały krzyżyk zaznaczony ołówkiem naprzeciwko nazwiska Ursuli Bourne. „Może nie zauważyłeś tego w tamtym czasie, mój dobry przyjacielu, ale na tej liście była jedna osoba, której alibi nie miało żadnego potwierdzenia. Ursula Bourne.” „Nie sądzisz——” „Doktorze Sheppardze, ośmielam się myśleć o wszystkim. Ursula Bourne mogła zabić pana Ackroyda, ale przyznaję, że nie widzę dla niej motywu. Czy ty widzisz?” Patrzył na mnie bardzo uważnie – tak uważnie, że poczułem się nieswojo. „Czy ty widzisz?” – powtórzył. „Żadnego motywu, absolutnie” – powiedziałem stanowczo. Jego spojrzenie złagodniało. Zmarszczył brwi i zamruczał do siebie:— „Skoro szantażysta był mężczyzną, wynika z tego, że ona nie może być szantażystką, wtedy——” Zakaszlałem. „Co do tego——” – zacząłem niepewnie. Obrócił się do mnie. „Co? Co zam