```html MORDERSTWO ROGERA ACKROYDA - KOLACJA W FERNLY Astounding Stories of Super-Science październik 2022, autorstwa Astounding Stories, jest częścią serii postów na blogu HackerNoon o książkach. Możesz przejść do dowolnego rozdziału tej książki . tutaj Astounding Stories of Super-Science październik 2022: MORDERSTWO ROGERA ACKROYDA - KOLACJA W FERNLY Autor: Agatha Christie Niedługo przed wpół do ósmej zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi wejściowych Fernly Park. Drzwi otworzył z godną podziwu szybkością Parker, lokaj. Noc była tak piękna, że wolałem iść pieszo. Wszedłem do dużej, kwadratowej sieni, a Parker zdjął mi płaszcz. Właśnie wtedy sekretarz Ackroyda, miły młody człowiek o imieniu Raymond, przechodził przez sień w drodze do gabinetu Ackroyda, z rękami pełnymi papierów. „Dobry wieczór, doktorze. Przychodzisz na kolację? Czy to wizyta zawodowa?” Ta ostatnia uwaga odnosiła się do mojej czarnej torby, którą położyłem na dębowej skrzyni. Wyjaśniłem, że spodziewam się wezwania do przypadku porodu w każdej chwili, więc przyszedłem przygotowany na nagłe wezwanie. Raymond skinął głową i poszedł dalej, wołając przez ramię:— „Idź do salonu. Znasz drogę. Panie zejdą za chwilę. Muszę tylko zanieść te papiery do pana Ackroyda, a powiem mu, że pan tu jest.” Na widok Raymonda Parker się wycofał, więc byłem sam w sieni. Poprawiłem krawat, spojrzałem w duże lustro wiszące tam i przeszedłem do drzwi32 naprzeciwko mnie, które, jak wiedziałem, prowadziły do salonu. Zauważyłem, gdy właśnie chwytałem za klamkę, dźwięk dochodzący z wnętrza – zamknęło się okno, jak mi się zdawało. Zauważyłem to, mogę powiedzieć, czysto mechanicznie, nie przywiązując do tego w tym momencie żadnego znaczenia. Otworzyłem drzwi i wszedłem. Kiedy to zrobiłem, prawie zderzyłem się z panią Russell, która właśnie wychodziła. Oboje przeprosiliśmy. Po raz pierwszy przyjrzałem się gospodyni i pomyślałem, jaką kiedyś musiała być piękną kobietą – rzeczywiście, o ile o to chodzi, nadal była. Jej ciemne włosy nie były posiwiałe, a kiedy miała rumieńce, jak w tej chwili, surowość jej wyglądu nie była tak widoczna. Całkowicie podświadomie zastanawiałem się, czy była na zewnątrz, ponieważ ciężko oddychała, jakby biegała. „Obawiam się, że jestem kilka minut za wcześnie” – powiedziałem. „Och! Nie sądzę. Jest po wpół do ósmej, doktorze Sheppard.” Zrobiła minutę przerwy, zanim powiedziała: „Nie wiedziałam, że jesteś spodziewany na kolację dzisiaj wieczorem. Pan Ackroyd nie wspominał o tym.” Miałem niejasne wrażenie, że moja kolacja tam ją w jakiś sposób zirytowała, ale nie mogłem sobie wyobrazić dlaczego. „Jak się ma kolano?” – zapytałem. „Bez zmian, dziękuję, doktorze. Muszę już iść. Pani Ackroyd zejdzie za chwilę. Ja – tylko weszłam tutaj, żeby sprawdzić, czy kwiaty są w porządku.” Szybko wyszła z pokoju. Przespacerowałem się do33 okna, zastanawiając się nad jej ewidentnym pragnieniem uzasadnienia swojej obecności w pokoju. Kiedy to zrobiłem, zobaczyłem, co, oczywiście, mógłbym wiedzieć przez cały czas, gdybym zadał sobie trud, żeby się nad tym zastanowić, a mianowicie, że okna były długie, francuskie, wychodzące na taras. Dźwięk, który usłyszałem, nie mógł więc być dźwiękiem zamykanego okna. Całkiem beztrosko, bardziej po to, by odwrócić uwagę od bolesnych myśli niż z jakiegokolwiek innego powodu, bawiłem się, próbując zgadnąć, co mogło spowodować ten dźwięk. Węgiel w ogniu? Nie, to nie był taki dźwięk. Wycisnęta szuflada komody? Nie, to też nie. Potem moją uwagę przykuło coś, co, jak sądzę, nazywa się srebrnym stolikiem, którego pokrywa się podnosi, a przez szkło można zobaczyć zawartość. Podszedłem do niego, studiując przedmioty. Były tam jeden lub dwa kawałki starego srebra, bucik dziecka należący do Karola I, kilka chińskich figurek nefrytu i sporo afrykańskich narzędzi i pamiątek. Chcąc przyjrzeć się bliżej jednej z jadeitowych figurek, podniosłem pokrywę. Wymknęła mi się z palców i upadła. Natychmiast rozpoznałem dźwięk, który usłyszałem. To była ta sama pokrywa stołu zamykana delikatnie i ostrożnie. Powtórzyłem czynność raz lub dwa dla własnej satysfakcji. Następnie podniosłem pokrywę, aby bliżej przyjrzeć się zawartości. Nadal pochylałem się nad otwartym srebrnym stolikiem, gdy do pokoju weszła Flora Ackroyd. Całkiem sporo osób nie lubi Flory Ackroyd, ale34 nikt nie może jej nie podziwiać. A dla swoich przyjaciół może być bardzo czarująca. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest jej niezwykła jasność. Ma prawdziwe skandynawskie, bladozłote włosy. Jej oczy są niebieskie – niebieskie jak wody fiordu norweskiego, a jej skóra jest kremowa z różami. Ma kwadratowe, chłopięce ramiona i wąskie biodra. A dla znużonego lekarza widok tak doskonałego zdrowia jest bardzo odświeżający. Prosta, szczera angielska dziewczyna – może jestem staromodny, ale myślę, że autentyczny produkt jest trudny do pobicia. Flora dołączyła do mnie przy srebrnym stoliku i wyraziła heretyckie wątpliwości co do tego, czy Karol I kiedykolwiek nosił ten bucik dziecięcy. „A tak w ogóle” – kontynuowała panna Flora – „całe to robienie szumu wokół rzeczy, bo ktoś ich używał, wydaje mi się nonsensem. Teraz ich nie noszą ani nie używają. Długopis, którym George Eliot napisała Młyn nad Floss – tego typu rzeczy – cóż, to tylko długopis. Jeśli naprawdę interesuje cię George Eliot, dlaczego nie kupić Młyn nad Floss w tanim wydaniu i nie przeczytać.” „Zakładam, że nigdy nie czytasz takich starych, przestarzałych rzeczy, panno Floro?” „Myślisz źle, doktorze Sheppard. Uwielbiam Młyn nad Floss.” Byłem raczej zadowolony, słysząc to. Rzeczy, które młode kobiety czytają obecnie i udają, że im się podobają, dosłownie mnie przerażają. „Jeszcze mi nie pogratulowałeś, doktorze Sheppard” – powiedziała Flora. „Nie słyszałeś?” Wyciągnęła lewą rękę. Na trzecim palcu miała wykwintnie osadzoną pojedynczą perłę. „Zamierzam wyjść za Ralpha, wiesz” – kontynuowała. „Wujek jest bardzo zadowolony. Zachowuje mnie w rodzinie, widzisz.” Ująłem obie jej dłonie w swoje. „Moja droga” – powiedziałem – „mam nadzieję, że będziesz bardzo szczęśliwa.” „Jesteśmy zaręczeni od około miesiąca” – kontynuowała Flora swoim chłodnym głosem – „ale zostało to ogłoszone dopiero wczoraj. Wujek zamierza odnowić Cross-stones i dać nam je do zamieszkania, a my będziemy udawać, że prowadzimy gospodarstwo. W rzeczywistości będziemy polować całą zimę, jeździć do miasta na sezon, a potem pływać jachtem. Kocham morze. I, oczywiście, będę interesować się sprawami parafii i uczestniczyć we wszystkich spotkaniach matek.” Właśnie wtedy pani Ackroyd weszła z szelestem, pełna przeprosin za spóźnienie. Muszę powiedzieć, że nienawidzę pani Ackroyd. Jest cała ze łańcuchów, zębów i kości. Bardzo nieprzyjemna kobieta. Ma małe, blade, krzemieniowe niebieskie oczy, i bez względu na to, jak gwałtowne mogą być jej słowa, te oczy zawsze pozostają chłodno spekulatywne. Podszedłem do niej, zostawiając Florę przy oknie. Dała mi garść mieszanych kostek i pierścionków do ściśnięcia i zaczęła gwałtownie mówić. Czy słyszałem o zaręczynach Flory? Tak odpowiednie pod każdym względem. Droga młoda para zakochała się od pierwszego wejrzenia. Tak doskonała para, on taki ciemny, a ona taka jasna. „Nie mogę ci powiedzieć, mój drogi doktorze Sheppardze, ulgi dla serca matki.” Pani Ackroyd westchnęła – hołd dla serca matki, podczas gdy jej oczy uważnie mnie obserwowały. „Zastanawiałam się. Jesteś takim starym przyjacielem drogiego Rogera. Wiemy, jak bardzo ufa twoim osądom. Tak trudne dla mnie – w mojej sytuacji, jako wdowy po biednym Cecylu. Ale jest tak wiele męczących rzeczy – ugody, wiesz – to wszystko. W pełni wierzę, że Roger zamierza zrobić ugody dla drogiej Flory, ale, jak wiesz, jest on po prostu *trochę* dziwny, jeśli chodzi o pieniądze. Bardzo powszechne, jak słyszałem, wśród mężczyzn, którzy są kapitanami przemysłu. Zastanawiałam się, wiesz, czy mógłbyś po prostu *wybadac* go w tej sprawie? Flora bardzo cię lubi. Czujemy, że jesteś całkiem starym przyjacielem, chociaż naprawdę znamy cię dopiero od ponad dwóch lat.” Elokwencja pani Ackroyd została przerwana, gdy drzwi salonu otworzyły się ponownie. Ucieszyłem się z tej przerwy. Nienawidzę wtrącać się w sprawy innych i wcale nie miałem zamiaru rozmawiać z Ackroydem na temat ugód Flory. Za chwilę musiałbym powiedzieć pani Ackroyd tyle. „Znasz majora Blunta, prawda, doktorze?” „Tak, rzeczywiście” – powiedziałem. Wielu ludzi zna Hectora Blunta – przynajmniej z reputacji. Strzelił więcej dzikich zwierząt w nieprawdopodobnych miejscach niż ktokolwiek żyjący, podejrzewam. Kiedy się o nim wspomni, ludzie mówią: „Blunt – nie masz na myśli człowieka od wielkiej zwierzyny, prawda?” Jego przyjaźń z Ackroydem zawsze mnie trochę zastanawiała. Obaj mężczyźni są tak odmienni. Hector Blunt jest może pięć lat młodszy od Ackroyda. Przyjaźnili się37 wcześnie w życiu, i chociaż ich drogi się rozeszły, przyjaźń nadal trwa. Mniej więcej raz na dwa lata Blunt spędza dwa tygodnie w Fernly, a głowa ogromnego zwierzęcia z zadziwiającą liczbą rogów, które wpatrują się w ciebie szklistym spojrzeniem, gdy tylko wejdziesz przez drzwi wejściowe, jest trwałym przypomnieniem tej przyjaźni. Blunt wszedł teraz do pokoju ze swoim własnym, osobliwym, celowym, a jednak cichym krokiem. Jest to mężczyzna średniego wzrostu, mocno i raczej krępo zbudowany. Jego twarz jest prawie mahoniowa i dziwnie pozbawiona wyrazu. Ma szare oczy, które sprawiają wrażenie, że zawsze patrzą na coś, co dzieje się bardzo daleko. Mówi mało, a to, co mówi, jest powiedziane urywanie, jakby słowa były z niego wydobywane niechętnie. Powiedział teraz: „Jak się masz, Sheppard?” w swoim zwykłym, nagłym stylu, a potem stanął prosto przed kominkiem, patrząc ponad naszymi głowami, jakby widział coś bardzo interesującego dziejącego się w Timbuktu. „Majorze Bluncie” – powiedziała Flora – „chciałabym, żebyś opowiedział mi o tych afrykańskich rzeczach. Jestem pewna, że wiesz, co to wszystko jest.” Słyszałem, że Hector Blunt jest opisywany jako mizogin, ale zauważyłem, że dołączył do Flory przy srebrnym stoliku z tym, co można by opisać jako ochotę. Pochylili się nad nim razem. Obawiałem się, że pani Ackroyd zacznie ponownie mówić o ugodach, więc zrobiłem kilka pośpiesznych uwag o nowej groszku pachnącym. Wiedziałem, że jest nowa odmiana groszku pachnącego, ponieważ Daily Mail powiedział mi o tym tego ranka.38 Pani Ackroyd nic nie wie o ogrodnictwie, ale jest typem kobiety, która lubi wydawać się dobrze poinformowana o aktualnych tematach, a ona również czyta Daily Mail. Mogliśmy rozmawiać całkiem inteligentnie, dopóki nie dołączyli do nas Ackroyd i jego sekretarz, a zaraz potem Parker ogłosił kolację. Moje miejsce przy stole było między panią Ackroyd a Florą. Blunt siedział po drugiej stronie pani Ackroyd, a Geoffrey Raymond obok niego. Kolacja nie była radosnym wydarzeniem. Ackroyd był widocznie zamyślony. Wyglądał żałośnie i jadł prawie nic. Pani Ackroyd, Raymond i ja podtrzymywaliśmy rozmowę. Flora wydawała się dotknięta przygnębieniem wuja, a Blunt powrócił do swojej zwykłej milczącej natury. Natychmiast po kolacji Ackroyd objął mnie ramieniem i zaprowadził do swojego gabinetu. „Kiedy wypijemy kawę, nie będziemy już przeszkadzani” – wyjaśnił. „Powiedziałem Raymondowi, żeby zadbał o to, żebyśmy nie byli przerywani.” Badałem go spokojnie, nie okazując tego. Był wyraźnie pod wpływem jakiegoś silnego podniecenia. Przez minutę lub dwie chodził po pokoju, a potem, gdy wszedł Parker z tacą kawową, usiadł w fotelu przed kominkiem. Gabinet był komfortowym apartamentem. Ściany były wyłożone półkami z książkami. Krzesła były duże i pokryte ciemnoniebieską skórą. Duże biurko stało przy oknie i było pokryte papierami, starannie oznakowanymi i posegregowanymi. Na okrągłym stole znajdowało się kilka magazynów i gazet sportowych. „Ostatnio odczuwałem powrót tego bólu po jedzeniu” – zauważył Ackroyd beztrosko, nalewając sobie kawy. „Musisz dać mi więcej tych tabletek.” Wydawało mi się, że jest zaniepokojony, aby wywołać wrażenie, że nasza konferencja ma charakter medyczny. Odpowiedziałem odpowiednio. „Tak myślałem. Przywiozłem trochę ze sobą.” „Dobry człowiek. Podaj je teraz.” „Są w mojej torbie w sieni. Zaraz je przyniosę.” Ackroyd mnie powstrzymał. „Nie fatyguj się. Parker je przyniesie. Przynieś torbę doktora, proszę, Parkerze?” „Bardzo dobrze, proszę pana.” Parker wyszedł. Gdy miałem coś powiedzieć, Ackroyd uniósł rękę. „Jeszcze nie. Poczekaj. Nie widzisz, że jestem w takim stanie nerwów, że ledwo panuję nad sobą?” Widziałem to wystarczająco wyraźnie. I byłem bardzo niespokojny. Opanowały mnie wszelkiego rodzaju złe przeczucia. Ackroyd odezwał się ponownie prawie natychmiast. „Upewnij się, że okno jest zamknięte, dobrze?” – zapytał. Zaskoczony wstałem i podszedłem do niego. Nie było to okno francuskie, ale zwykłe okno skrzydłowe. Ciężkie niebieskie aksamitne zasłony były przed nim, ale samo okno było otwarte na górze. Parker ponownie wszedł do pokoju z moją torbą, gdy byłem jeszcze przy oknie. „Wszystko w porządku” – powiedziałem, wychodząc ponownie do pokoju. „Zamknąłeś zasuwkę?” „Tak, tak. Co ci jest, Ackroydzie?” Drzwi właśnie zamknęły się za Parkerem, inaczej nie zadałbym tego pytania. Ackroyd poczekał minutę przed odpowiedzią. „Jestem w piekle” – powiedział powoli, po minucie. „Nie, nie przejmuj się tymi przeklętymi tabletkami. Powiedziałem to tylko dla Parkera. Służba jest taka ciekawska. Chodź tu i usiądź. Drzwi też są zamknięte, prawda?” „Tak. Nikt nie może podsłuchiwać; nie martw się.” „Sheppard, nikt nie wie, przez co przeszedłem w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Jeśli dom człowieka kiedykolwiek walił mu się na głowę, to mój tak miał. Ta sprawa Ralpha jest ostatnią kroplą. Ale teraz o tym nie będziemy mówić. Chodzi o inną – o inną——! Nie wiem, co mam z tym zrobić. I muszę się wkrótce zdecydować.” „Co się stało?” Ackroyd milczał przez minutę lub dwie. Wydawał się dziwnie unikać rozpoczęcia. Kiedy odezwał się, pytanie, które zadał, było całkowitym zaskoczeniem. Było to ostatnie, czego się spodziewałem. „Sheppard, leczyłeś Ashley'a Ferrarsa w jego ostatniej chorobie, prawda?” „Tak, leczyłem.” Wydawało mu się jeszcze trudniej sformułować następne pytanie. „Czy nigdy nie podejrzewałeś – czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy – że – cóż – że mógł zostać otruty?” Milczałem przez minutę lub dwie. Potem zdecydowałem, co powiedzieć. Roger Ackroyd nie był Karoliną. „Powiem ci prawdę” – powiedziałem. „W tamtym czasie nie miałem żadnych podejrzeń, ale później – cóż, to była tylko pusta gadka mojej siostry, która pierwsza podsunęła mi ten pomysł. Od tego czasu nie mogę go wyrzucić z głowy. Ale pamiętaj, że nie mam żadnych podstaw do takich podejrzeń.” „On *został* otruty” – powiedział Ackroyd. Mówił matowym, ciężkim głosem. „Przez kogo?” – zapytałem ostro. „Jego żonę.” „Skąd to wiesz?” „Sama mi powiedziała.” „Kiedy?” „Wczoraj! Mój Boże! wczoraj! Wydaje się, że to było dziesięć lat temu.” Poczekałem minutę, a potem kontynuował. „Rozumiesz, Sheppard, mówię ci to w zaufaniu. To nie może wyjść na jaw. Chcę twojej rady – nie mogę wszystkiego udźwignąć sam. Jak mówiłem przed chwilą, nie wiem, co mam robić.” „Czy możesz opowiedzieć mi całą historię?” – powiedziałem. „Nadal jestem w ciemności. Jak pani Ferrars przyznała się do tego?” „Jest tak. Trzy miesiące temu poprosiłem panią Ferrars o rękę. Odmówiła. Poprosiłem ją ponownie, a ona się zgodziła, ale odmówiła mi pozwolenia na publiczne ogłoszenie zaręczyn, dopóki nie minie jej rok żałoby. Wczoraj ją odwiedziłem, zwróciłem uwagę, że minął rok i trzy tygodnie od śmierci jej męża, i że nie może być już żadnych przeszkód, aby uczynić42 zaręczyny publicznymi. Zauważyłem, że od kilku dni zachowywała się bardzo dziwnie. Teraz nagle, bez najmniejszego ostrzeżenia, zupełnie się załamała. Ona – powiedziała mi wszystko. Jej nienawiść do jej okrutnego męża, jej rosnąca miłość do mnie, i – straszne środki, które zastosowała. Trucizna! Mój Boże! To było morderstwo w zimnej krwi.” Widziałem odrazę, grozę na twarzy Ackroyda. Więc pani Ferrars musiała to widzieć. Ackroyd nie jest typem wielkiego kochanka, który potrafi wybaczyć wszystko dla miłości. Jest zasadniczo dobrym obywatelem. Wszystko, co w nim było zdrowe, zdrowe i praworządne, musiało się od niej całkowicie odwrócić w tej chwili objawienia. „Tak” – kontynuował niskim, monotonnym głosem – „przyznała się do wszystkiego. Wydaje się, że jest jedna osoba, która wiedziała o wszystkim – która szantażowała ją za ogromne sumy. To właśnie ten nacisk doprowadził ją prawie do szaleństwa.” „Kto był tym mężczyzną?” Nagle przed moimi oczami stanął obraz Ralpha Patona i pani Ferrars obok siebie. Ich głowy tak blisko siebie. Poczułem chwilowe ukłucie niepokoju. Gdyby – och! – ale to przecież niemożliwe. Przypomniałem sobie szczerość pozdrowienia Ralpha z tego popołudnia. Absurdalne! „Nie chciała mi powiedzieć jego imienia” – powiedział Ackroyd powoli. „Właściwie nie powiedziała, że to był mężczyzna. Ale oczywiście – –” „Oczywiście” – zgodziłem się. „Musiał to być mężczyzna. A ty nie masz żadnych podejrzeń?” W odpowiedzi Ackroyd jęknął i opuścił głowę w dłonie. „To niemożliwe” – powiedział. „Jestem szalony, myśląc o czymś takim. Nie, nawet nie przyznam ci się do dzikiego podejrzenia, które przeszło mi przez myśl. Powiem ci tylko tyle. Coś, co powiedziała, sprawiło, że pomyślałem, że osoba, o którą chodzi, może być faktycznie wśród moich domowników – ale to niemożliwe. Musiałem ją źle zrozumieć.” „Co jej powiedziałeś?” – zapytałem. „Co mogłem powiedzieć? Widziała oczywiście, jakim to było dla mnie ogromnym szokiem. A potem była kwestia, jaki był mój obowiązek w tej sprawie? Sprawiła, że stałem się, widzisz, pomocnikiem po fakcie. Widziała to wszystko, myślę, szybciej niż ja. Byłem oszołomiony, wiesz. Poprosiła mnie o dwadzieścia cztery godziny – kazała mi obiecać, że nic nie zrobię do tego czasu. I stanowczo odmówiła podania mi nazwiska łajdaka, który ją szantażował. Podejrzewam, że bała się, że od razu pobiegnę i go pobiję, a wtedy kłopoty byłyby nieuniknione w jej przypadku. Powiedziała mi, że usłyszę od niej przed upływem dwudziestu czterech godzin. Mój Boże! Przysięgam ci, Sheppard, że nigdy nie przyszło mi do głowy, co zamierza zrobić. Samobójstwo! A ja ją do tego skłoniłem.” „Nie, nie” – powiedziałem. „Nie przeceniaj rzeczy. Odpowiedzialność za jej śmierć nie spada na ciebie.” „Pytanie brzmi, co mam teraz zrobić? Biedna pani nie żyje. Po co grzebać w przeszłości?” „Raczej się z tobą zgadzam” – powiedziałem. „Ale jest inny punkt. Jak mam złapać tego łajdaka, który doprowadził ją do śmierci tak samo, jakby ją zabił? Wiedział o pierwszym przestępstwie i czaił się na nie jak jakiś obrzydliwy sęp. Zapłaciła cenę. Czy on ma odejść bezkarnie?” „Rozumiem” – powiedziałem powoli. „Chcesz go dopaść? To będzie wymagało dużej publicity, wiesz.” „Tak, myślałem o tym. Wyginałem tam i z powrotem w myślach.” „Zgadzam się z tobą, że złoczyńca powinien zostać ukarany, ale trzeba to przeliczyć.” Ackroyd wstał i chodził. Wkrótce znów usiadł w fotelu. „Posłuchaj, Sheppard, załóżmy, że tak zostanie. Jeśli nie przyjdzie od niej żadne słowo, pozwólmy umarłym leżeć.” „Co masz na myśli przez słowo od niej?” – zapytałem z ciekawością. „Mam najsilniejsze wrażenie, że gdzieś lub w jakiś sposób musiała zostawić mi wiadomość – zanim odeszła. Nie mogę o tym dyskutować, ale tak jest.” Potrząsnąłem głową. „Nie zostawiła żadnego listu ani słowa. Pytałem.” „Sheppard, jestem przekonany, że tak zrobiła. Co więcej, mam przeczucie, że celowo wybierając śmierć, chciała, żeby wszystko wyszło na jaw, choćby po to, by zemścić się na człowieku, który doprowadził ją do rozpaczy. Wierzę, że gdybym mógł ją wtedy zobaczyć, powiedziałaby mi jego imię i kazała mi iść po niego z całej siły.” Spojrzał na mnie. „Nie wierzysz w przeczucia?” „Och, tak, wierzę, w pewnym sensie. Jeśli, jak to ująłeś, nadejdzie od niej słowo – –” Przerwałem. Drzwi otworzyły się bezszelestnie, a Parker wszedł z tacą, na której leżały jakieś listy. „Wieczorna poczta, proszę pana” – powiedział, podając tacę Ackroydowi. Następnie zebrał filiżanki po kawie i wyszedł. Moja uwaga, na chwilę odwrócona, powróciła do Ackroyda. Wpatrywał się jak skamieniały w długą niebieską kopertę. Pozostałe listy upuścił na ziemię. „*Jej pismo*” – powiedział szeptem. „Musiała wyjść i wysłać ją wczoraj wieczorem, tuż przed – przed – –” Rozerwał kopertę i wyjął grubą kopertę. Potem ostro spojrzał na górę. „Jesteś pewien, że zamknąłeś okno?” – powiedział. „Całkowicie pewien” – powiedziałem, zaskoczony. „Dlaczego?” „Przez cały wieczór miałem dziwne wrażenie, że jestem obserwowany, szpiegowany. Co to za dźwięk——?” Obrócił się gwałtownie. Ja też. Oboje mieliśmy wrażenie, że słyszeliśmy, jak zatrzask drzwi lekko zaskoczył. Poszedłem do niego i otworzyłem go. Nikogo tam nie było. „Nerwy” – mruknął Ackroyd do siebie. Rozłożył grube arkusze papieru i zaczął czytać na głos niskim głosem. „*Mój drogi, mój bardzo drogi Rogerze,—Życie wymaga życia. Widzę to – widziałem to na twojej twarzy dziś po południu. Dlatego wybieram jedyną drogę, która jest dla mnie otwarta. Zostawiam ci karę osobie, która zrobiła z mojego życia piekło na ziemi przez ostatni rok. Nie chciałam podać ci imienia dziś po południu, ale zamierzam ci je teraz napisać. Nie mam dzieci ani bliskich krewnych, których należałoby oszczędzić, więc nie obawiaj się publicity. Jeśli możesz, Rogerze, mój bardzo drogi Rogerze, wybacz mi krzywdę, którą miałam ci wyrządzić, ponieważ kiedy nadszedł czas, nie mogłam tego zrobić…*” Ackroyd, z palcem na arkuszu, żeby go obrócić, zatrzymał się. „Sheppard, wybacz mi, ale muszę to przeczytać sam” – powiedział drżącym głosem. „Było przeznaczone dla moich oczu i tylko moich oczu.” Włożył list do koperty i położył go na stole. „Później, kiedy będę sam.” „Nie” – krzyknąłem impulsywnie – „przeczytaj teraz.” Ackroyd spojrzał na mnie z pewnym zdziwieniem. „Przepraszam” – powiedziałem, czerwieniąc się. „Nie mam na myśli czytania mi na głos. Ale przeczytaj to, póki jeszcze tu jestem.” Ackroyd pokręcił głową. „Nie, wolę poczekać.” Ale z jakiegoś powodu, mało dla mnie zrozumiałego, nadal go namawiałem. „Przeczytaj przynajmniej imię tego mężczyzny” – powiedziałem. Ackroyd jest zasadniczo uparty. Im bardziej go namawiasz do zrobienia czegoś, tym bardziej jest zdeterminowany, żeby tego nie zrobić. Wszystkie moje argumenty na nic się zdały. List został przyniesiony na dwadzieścia minut przed dziewiątą. Było dziesięć minut przed dziewiątą, kiedy go opuściłem, list nadal nieprzeczytany. Zawahałem się z ręką na klamce, patrząc wstecz i zastanawiając się, czy nie zostawiłem czegoś niedoko